Legenda „Krzyż z roli”

Gdzieś to koło Srogowa było.

Gdy przetaczały się najazdy tatarskie przez ziemię sanocką, ludność srogowska uciekała zawsze do lasu. W pośpiechu brali wszystkie, co cenniejsze rzeczy, a szczególnie złoty krzyż z tamtejszego kościoła. Pewnego razu ludzie jednak w pośpiechu i zamieszaniu krzyż ten gdzieś po drodze zgubili. Żal był ogromy, ale i nadzieja, że może chociaż w ręce najeźdźców się nie dostał…

Minęły lata. Jedni mówią, że kilka, inni, że kilkadziesiąt. Razu pewnego stary Jaśko ziemię swoją pod lasem orał. Nagle radło pługa zaczepiło o coś i dalej iść nie chciało. Choć woły tęgie były i sił miały jeszcze sporo, bo to dopiero początek orki był, w żaden sposób oporu pokonać nie mogły. Złość zaczęła ogarniać gospodarza, ale cóż było robić. Wyciągnął pług z ziemi, patrzy, a tam spomiędzy bruzd ziemi krzyż lśniący wystaje. Wziął go z lękiem do rąk, przyglądał się, a ten lśnił jakby dopiero co zrobiony i wypolerowany został.

Oracz zaniósł krzyż do wioski. Starszyzna usiadła, podumała i padł werdykt. W miejscu znalezienia krzyża kapliczkę zbudujemy! Tak też zrobiono, a w niej umieszczono znaleziony krzyż. Z czasem na miejscu kapliczki kościółek powstał, a krzyż zajął główne miejsce na ołtarzu.

Pewnie znajdowałby się tam do dziś, gdyby nie złodziejaszkowie. Którejś nocy drzwi do kościółka wyłamali, krzyż oraz inne precjoza ukradli, a uciekając, chrzcielnicę przewrócili i wodę święconą całą wylali. Jednak wieść o ich czynie szybko się rozniosła i nikt nie chciał odkupić od nich tych przedmiotów. Wreszcie zakopali je gdzieś w lesie. Sami na tym nic nie skorzystali, ale dali swoim złym uczynkiem pole do popisu Biesom bieszczadzkim. Gdy tylko woda święcona wsiąkła w ziemię, ci zlecieli się gromadnie pod kościółek ograbiony ze wszystkich świętych symboli i imprezę czarcią zaczęli. Wyli, ogniem buchali, ludzi w pobliskiej wiosce straszyli, bydło przepędzali, plony niszczyli. Długo nie wytrzymali ludziska, wynieśli się ze Srogowa. Wioska opustoszała, chaty się zawaliły, zrównały z ziemią. Wtedy Biesy też odeszły, bo i straszyć nie było kogo.

Po upływie lat na miejscu tym pojawili się nowi osadnicy. Zaczęli budować chaty, obory, spichrze. Wieść lokalna niosła legendę o diabłach, które mogą wrócić. Bali się osadnicy ich srogości, ale jakoś żyli, dbając o siebie nawzajem. Obawy te jednak pozostały w nazwie wsi Srogów.