Legenda „Palili i grabili”

Pecha strasznego miał humniski dwór w połowie XVII w. Napadnięty i ograbiony został dwukrotnie. Raz napadli na niego miejscowe bandziory. Trzy lata później ograbili go lokalni chłopi.

Był rok 1645. Wiosna już przeszła, gorąco było nawet nocami, dni były długie, a noce krótkie. Pewnego dnia, już po zmroku, pod dwór podeszła spora grupa Beskidników. Nie przelękły ich wysokie mury i cokoły, ani mocna, drewniana brama. Część bandytów atak zaczęła od zapiecka, na tyłach dworu. Tam też zbiegła się cała załoga, by napastników odpierać. Wówczas to niewielka grupa bandziorów cichcem przedostała się pod warowną bramę. Ułożyli przy niej wysuszoną trawę, słomę, leśny chrust, na to coraz to grubsze gałęzie kładli, na kilku dorodnych, suchych pniaczkach skończywszy. Na koniec wszystko to podpalili i czmychnęli do pobliskiego lasu.

Nie trzeba było długo czekać na efekty. Od trawy i słomy zapaliło się drewno, dalej pniaczki i wysuszona przez słońce brama. Ogień był tak wielki i dym tak duszący, iż nie sposób było nadążyć z gaszeniem pożaru. Dym osnuł cały dwór, a przez dziurę po dopalającej się bramie wpadli na dziedziniec bandyci. Większość obrońców wycięli, a ciężko ranili broniącego się do kresu sił Stanisława Mikołaja Kozłowskiego, cześnika sanockiego, pana w Humniskach. Wśród niewielu ocalałych znalazła się zaś Anna z Rytra Kozłowska, matka cześnika.

Niedługo jednak cieszyła się zdrowiem. Zbójnicy dopadli ją, zdarli z niej szaty i żywym ogniem przypiekać zaczęli, aż wyznała, gdzie znajdują się liczne schowki z kosztownościami. A i tak nie uwierzyli, że wskazała wszystkie kryjówki i piekli ją dalej. Na koniec dobrali się do piwnic i piwniczek, robiąc na pobojowisku bandycką ucztę. Przepędziła ich ostatecznie odsiecz sąsiedzka, idąca dworowi na pomoc. Tej ostatniej udało się życie Kozłowskiemu i jego matce uratować, wszak długo leczeni potem być musieli.

Minęły trzy lata, na Rzeczpospolitą Kozacy się wdarli. Czas niepokoju zaczęli wykorzystywać chłopi, buntujący się przeciwko swym panom. Podobnie stało się i na ziemi sanockiej, a na pierwszy ogień tych niepokojów poszedł tutaj dwór w Humniskach. Został znowu splądrowany i doszczętnie zniszczony. Stanisław i Anna przebywali wówczas w Niebocku i od tamtej pory do dworu w Humniskach już nie powrócili.