Obchody 80-lecia tragicznych wydarzeń w Falejówce. Pamiętamy! (1944-2024)
W niedzielę 17 marca br. w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Falejówce odbyła się uroczystość upamiętniająca dziesięciu mieszkańców Falejówki, Pakoszówki i innych miejscowości, którzy zginęli w 1944 roku z rąk niemieckich żołnierzy. Uczestnicy podczas Mszy Św. modlili się za dusze zmarłych, oddając hołd ich bohaterstwu i ofiarności. W bieżącym roku (20 marca) przypada 80-ta rocznica tych tragicznych wydarzeń.
Po podniosłej modlitwie w kościele, zebrani przemaszerowali pod pomnik, gdzie odbyła się dalsza część obchodów. Przedstawiciel rodziny poległych pan Andrzej Pisula odczytał krótki rys historyczny wydarzeń z 1944 roku. Następnie głos zabrali Wójt Anna Hałas, Przewodniczący Rady Gminy Tadeusz Wojtas oraz sołtys wsi Pakoszówka Jerzy Bieleń. Przemawiający podkreślali znaczenie pamięci historycznej i trwałego przekazu przyszłym pokoleniom. Nawołali do zebranych, iż pamięć o tych tragicznych wydarzeniach musi pozostać żywa, by nigdy nie zapomnieć o ofiarach wojny i aby przypominać młodym pokoleniom o cenach, jakie ludzie muszą zapłacić za wolność.
Uroczystość zakończyła się złożeniem wieńców, wiązanek kwiatów oraz zniczy pod pomnikiem poległych przez delegacje przedstawicieli rodzin poległych, Wójta, Zastępcy i Przewodniczącego Rady Gminy Sanok, sołtysów, dyrektorów szkół oraz uczniów Szkół w Falejówce, Pakoszówce i Srogowie Górnym.
Uroczystość upamiętniająca mieszkańców Falejówki, Pakoszówki i innych okolicznych wsi, którzy zginęli w 1944 roku, każdego roku jest wyjątkowym momentem jedności i refleksji. Ich pamięć pozostanie z nami na zawsze przypominając o cenie, jaką płaci się za wolność.
Wspomnienie wydarzeń z 20 marca 1944 r.
"…Rozpoczął się nowy tydzień, był to poniedziałek, wczesnowiosenny poranek 20 marca 1944 roku, wokoło leżał jeszcze gdzieniegdzie topniejący śnieg. Godzina też podobnie jak dziś, jako że ostatni akt tragedii nastąpił około godziny 10.00 rano.
Z polecenia sołtysa wsi Falejówka, goniec wiejski zwołał mieszkańców na plac w pobliżu ówczesnego domu ludowego. Byli tacy, którzy zdążyli się ukryć, ale większość karnie podążyła we wskazane miejsce do centrum wsi.
Dziś możemy sobie tylko wyobrazić, jak wielkie musiało być ich przerażenie, bo przecież mieli w pamięci przeprowadzoną przez podziemie kilkanaście dni wcześniej, nieudaną próbę wymierzenia sprawiedliwości usłużnemu Niemcom sołtysowi wsi. Grozę i strach wzbudzał widok uzbrojonych funkcjonariuszy Policji Granatowej rozstawionych na okolicznych wzniesieniach wokół wioski. Niebawem szosą od strony Jurowiec nadjechała kolumna niemieckich samochodów: dwa samochody osobowe, oraz kryta brezentem ciężarówka. Do zgromadzonego tłumu dotarły głośne słowa modlitwy dobiegające spod opuszczonej plandeki pojazdu.
Z ciężarówki niebawem wyprowadzono w dwóch grupach 10 więźniów - mieszkańców okolicznych miejscowości, aresztowanych na przełomie grudnia i stycznia 1944 roku, a od 2 lutego przetrzymywanych jako zakładników w więzieniu na Zamku w Rzeszowie. Byli skuci parami, ręce mieli związane drutem kolczastym, mocno wycieńczeni i wychudzeni, a na ich twarzach widoczne były ślady jakie pozostały po przesłuchaniach prowadzonych przez gestapowców. Na miejscu bezpośrednio przed egzekucją zdarto z nich jeszcze co lepsze ubrania i buty, które Niemcy odjeżdżając zabrali ze sobą. Dowodzący egzekucją niemiecki oficer Leo Humeniuk, znany w okolicy jako wyjątkowy sadysta z placówki Gestapo w Sanoku, odczytał po polsku i niemiecku wyrok śmierci. Więźniom zawiązano oczy czarnymi opaskami i pierwszych pięciu skazanych podprowadzono na łąkę pod pobliską skarpę przed pluton egzekucyjny. Gdy po salwie padli na ziemię, podszedł do nich jeden z gestapowców i kolejno z pistoletu dobijał każdego z leżących strzałem w głowę. Podobnie swoje życie zakończyło pozostałych pięciu skazanych.
Po zakończeniu egzekucji dowodzący rozkazał okolicznym gospodarzom przynieść łopaty i wykopać dół, który wyznaczył nad brzegiem potoku prowadzącego wody z góry Wroczeń. Po przeniesieniu ciał na miejsce gdzie mieli zostać pogrzebani, zasypaniu mogiły i przykryciu darniną, Niemcy zabronili stawiania jakichkolwiek znaków czy kwiatów pod groźbą kary śmierci. Po zakończeniu działań wojennych zwłok dziesięciu poległych zakładników, ofiar niemieckiego okupanta nie ekshumowano.
Dziś, na miejscu tamtej, ukrytej w ziemi mogiły, po której nie miało pozostać nawet śladu, w dniu 17 maja 1959 roku został wybudowany i uroczyście odsłonięty pomnik. Ale to, co w tej chwili najważniejsze - pozostała nasza pamięć o tych, którzy oddali swoje, przeważnie młode życie dla dobra Ojczyzny. Tych, którzy zostawili żony, dzieci i rodziny – a niektóre tak naprawdę, długo nie miały żadnych informacji o losie swoich bliskich..." [oprac. p. Andrzej Pisula na podstawie informacji zaczerpniętych z IPN]


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!